Gdzie te dansingi?

Gdzie te dansingi?

Z obserwacji warszawskich klubów wynika, że pozostały nam tylko grupowe …

Z obserwacji warszawskich klubów wynika, że pozostały nam tylko grupowe zabawy na parkiecie w kółeczkach wzajemnej adoracji, z piwem w dłoni do muzyki łup bęc bęc. Czy to może dlatego, że mężczyźni zupełnie zatracili umiejętność prowadzenia i tańca w parze?

Kilka dni temu odwiedziłem wystawę „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, pokazującą, jak bawiła się przedwojenna Warszawa, w większości arystokracja i bogate mieszczaństwo. To był świat przepełniony spotkaniami towarzyskimi, świat bali, dancingów, kabaretów, kin i kawiarni. W kinach nie konsumowano wtedy kubełków popcornu i wiader coca-coli. Na każdym rogu była kawiarnia, w której za dnia można było zjeść ciastko i napić się dobrej kawy. Wieczory spędzano na balach i dansingach. O dyskotekach nikt wtedy jeszcze nie słyszał. Panowie podczas takich wieczornych spotkań byli ubrani przynajmniej w wizytowy garnitur, a jak pokazują zdjęcia, noszono też smokingi. Fraki były zarezerwowane na bale dla elity albo imprezy okazjonalne, np. sylwester. Co najważniejsze, panowie i panie tańczyli na parkiecie w parach. Tak jak pogodziłem się z zanikiem kultury eleganckiego ubioru, to zanik powszechnej znajomości tańca jest dla mnie trudniejszy do zaakceptowania. Taniec nie tylko jest świetną rozrywką, ale ma w sobie element godów. Nie ma bardziej naturalnego i kulturalnego miejsca niż parkiet taneczny, gdzie dwie osoby mogą niewerbalnie wyrazić zainteresowanie sobą.

Bal mody w Hotelu Europejskim, 11 stycznia 1936 r.

Dziś została dominująca kultura robotniczo-chłopska z dyskotekami, o nazwach piana party, z szyitami i maniurkami po solarium, wulgarnie symulujący seks na parkiecie, albo hipsterskie imprezy z tańcami wymagającymi wygibasów w bliżej nieokreślonych kierunkach i konfiguracjach. Czy jest w Warszawie „neutralne” miejsce, gdzie mężczyzna w wieku 30 lat mógłby poznać ciekawą kobietę i potańczyć z nią w parze? Z obserwacji warszawskich klubów wynika, że pozostały nam tylko grupowe zabawy na parkiecie w kółeczkach wzajemnej adoracji, z piwem w dłoni do muzyki łup bęc bęc. Oczywiście, odważny zawsze sobie poradzi i poprosi panią do tańca, ale pomyślmy szerzej o kulturze tańca w Warszawie. Ta zanikła, jej nie ma, dansingi kojarzą się z podstarzałymi panami w zestawach klubowych i paniami o minionej dawno urodzie. Poza takimi specyficznymi imprezami osoby tańczące w parze zwykle możne policzyć na palcach jednej ręki.

Potańcówka na plaży braci Kozłowskich na Saskiej Kępie

Są niszowe imprezy taneczne, jak np. salsoteki albo milongi, ale traktuję je, jako wysepki obsadzone mikro-plemionami. Ze względu na skalę trudności oraz samą muzykę jest to rozrywka niszowa (salsa) lub elitarna (tango). Przeciętny Polak nie będzie chodził na milongi, bo nie starczy mu zapału do dalszej nauki. Zresztą tango jest trudną muzyką, o dużej skali wrażliwości. Salsa natomiast jest obca naszemu kręgowi kulturowemu i jest tańcem bardzo egzotycznym.

Spacer w lasku Bielańskim, ok. 1930 r.

A może mężczyźni zupełnie zatracili umiejętność prowadzenia i tańca w parze? Dla wielu elegancki i dobrze tańczący mężczyzna może być tylko gejem. Nic bardziej błędnego. Mężczyzn, którzy twierdzą, że nie umieją tańczyć, zawsze pytam, czy potrafią uprawiać seks. Odpowiedź zazwyczaj jest twierdząca. Przy mocnym, pewnym prowadzeniu, kobieta zatańczy tak, jak ją poprowadzisz. Umiejętność tańca świadczy, zatem o męskości. Największe błędy, jakie popełniają polscy mężczyźni w tańcu, to delikatne, nieśmiałe prowadzenie; planowe robienie z siebie błazna albo próba tańczenia jak kobieta. Kręcenie pupą i biodrami należy zostawić paniom. Rączki trzymamy na kobiecie i nie wymachujemy nimi w cztery strony świata. Mężczyzna ma trzymać równo ramę i wskazywać kobiecie, jak ma tańczyć. Na parkiecie pozwólmy paniom być obrazem, kiedy my pozostajemy wspomnianą ramą.

Umówiłem się z nią na dziewiątą…czyli o rozrywkach przedwojennej Warszawy

Międzymurze im. Piotra Biegańskiego przy placu Zamkowym w Warszawie