Mistrzu, odpocznij!

Mistrzu, odpocznij!

Nie było mnie tu chwilę. Wybaczcie. Dopadło mnie strasznie dużo obowiązków. Obiecywałem ostatnio kilka słów o Arturze Szpilce i moim wspomnieniu jego walki w Madison Square Garden w Nowym Jorku.

Nie było mnie tu chwilę. Wybaczcie. Dopadło mnie strasznie dużo obowiązków. Obiecywałem ostatnio kilka słów o Arturze Szpilce i moim wspomnieniu jego walki w Madison Square Garden w Nowym Jorku. Bolesne to było dla niego zderzenie z poważnym boksem amerykańskim. W ringu atletyczny Bryant Jennings nie pozostawił Arturowi żadnych złudzeń. Był silniejszy, szybszy, po prostu lepszy, tego wieczora absolutnie poza zasięgiem naszego pięściarza z Wieliczki. Co zasmuciło nas i lekko zapewne podłamało Artura to fakt, że Jennings nie jest żadnym wielkim bokserem. Silny, ambitny facet z Filadelfii, który rękawice bokserskie pierwszy raz założył w 2009 roku. To uświadomiło „Szpili” jak daleko, po wcześniejszych łatwych zwycięstwach z zawodnikami z trzeciej ligi, jest od bezpośredniego zaplecza czołówki wagi ciężkiej. Artur na miesiąc wyciszył się medialnie. Nie udzielał wywiadów, nie odbierał telefonów. Powoli jednak się budzi, bo też nakreślono termin następnego pojedynku. Szpilkę, który zaczął sobie doskonale zdawać sprawę, ile go jeszcze dzieli od czołówki, polscy kibice zobaczą już 7 czerwca w hali Podpromie w Rzeszowie. Wśród potencjalnych rywali wymienia się między innymi byłego rywala Tomasza Adamka – Dominikańczyka Nagy Aguilerę.

A skoro wywołałem temat Tomka, to wpadłem natychmiast w refleksyjny nastrój. Kilkadziesiąt godzin temu wróciłem ze Stanów Zjednoczonych. Z Bethlehem, małego miasteczka w Pensylwanii, w którym Michael Cimino 36 lat temu kręcił „Łowcę jeleni”, a 6 lat temu gościła tam Megan Fox grając w drugiej części produkcji „Transformers”. Ale nie o kinie miałem pisać, ale o Adamku. Sands Casino Resort – w tym miejscu, w sąsiedztwie maszyn i stołów do ruletki oraz pokera, prawdopodobnie dopełniła się jedna z największych karier polskiego boksu zawodowego. 37-letni Tomasz Adamek po morderczym pojedynku przegrał wyraźnie z młodszym Ukraińcem Wiaczesławem Glazkowem. Przegrał walkę, której stawką była pozycja nr 2 organizacji IBF. Marzenie o starciu z drugim z braci Kliczko – Wladimirem, bezpowrotnie pękło.

Era Adamka – wielkiego championa, mistrza świata w dwóch kategoriach wagowych – półciężkiej i junior ciężkiej dobiegła końca. „Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść…”- śpiewał kiedyś Perfect. Tomek powinien sobie te słowa wziąć do serca i swoją przyszłość poważnie przemyśleć. Czas nie stoi w miejscu dla nikogo z nas, ale w zawodowym sporcie płynie jeszcze szybciej. Nie chciałbym, aby ten wspaniały sportowiec został za chwilę starszym panem, ze świetnym rekordem i znanym nazwiskiem do obijania przez młodych, utalentowanych, mających świetnych promotorów. To cholernie by bolało. Góral z Gilowic wyjechał do Ameryki dopiero w wieku 29 lat, ale dzięki swojemu talentowi, uporowi, konsekwencji i pracowitości wszedł na Himalaje zawodowego boksu. Pasy mistrzowskie i niezapomniane, heroiczne boje z Briggsem, Ulrichem, Bellem, Cunninghamem, Banksem, Arreolą, Grantem czy Chambersem – to zapamiętają kibice. Także atmosferę wrocławskiego rynku we wrześniu 2011 roku, kiedy cala Polska czekała na cud i trzeci pas Tomka w trzeciej kategorii. Nie udało się. Witalij Kliczko okazał się za silny. Ale chłopak ze wsi pod Żywcem, który 10 lat wcześniej ważył siedemdziesiąt parę kilo spróbował tego, co od początku wydawało się absolutnie nierealne. Ja zapamiętam dużo więcej, bo przez ostatnie 9 lat spędziłem z nim dużo czasu i towarzyszyłem przy najważniejszych walkach. To była bezsprzecznie jedna z moich najpiękniejszych i najważniejszych przygód dziennikarskich w życiu.

Zawsze najbardziej dziwiła mnie jego psychika. Mam przed oczami taki powtarzający się obrazek. Dwie godziny do walki, a on w szatni, bandażując ręce, dowcipkuje i rozmawia o mało istotnych rzeczach. Jakby stres kompletnie go nie dotyczył. Szczery, otwarty chłopak z gór, z którego tyle razy byliśmy dumni. Wspaniałe walki, przegadane wieczory, naprawdę niezapomniany czas. Dlatego nie chcę żeby się teraz rozmieniał. Bo będzie mnie bolał każdy cios, który przyjmie. Adamek jest człowiekiem spełnionym sportowo i zabezpieczonym finansowo na całe życie, głównie dzięki pomysłowości swojego promotora i przyjaciela Zyggiego Rozalskiego. Ja mu nie chcę niczego podpowiadać, bo zasłużył sobie na to, by każdą jego decyzję przyjąć i uszanować. Ale mam wrażenie, że co najwyżej jeszcze jedna, ostatnia, niezbyt wymagająca walka i pięćdziesiąte, jubileuszowe zwycięstwo powinno dopełnić tę fascynującą karierę. A potem już tylko grzecznie poproszę: Mistrzu, odpocznij, niczego już nie musisz nikomu udowadniać. Jesteś legendą polskiego boksu zawodowego. Dzięki za wszystko.