Przed finałem

Przed finałem

Siedzę w portugalskim Cascais, ekskluzywnym kurorcie oddalonym 25 kilometrów od …

Siedzę w portugalskim Cascais, ekskluzywnym kurorcie oddalonym 25 kilometrów od Lizbony. To takie portugalskie Monte Carlo. Czekam na finał Ligi Mistrzów. Derby Madrytu w stolicy Portugalii. Kto by pomyślał? Real czeka na dziesiąty Puchar Europy już 12 lat. Pamiętam tamten majowy wieczór 2002 roku na Hampden Park w Glasgow. Miałem ten mecz okazje skomentować dla Polsatu. Krzyczałem głośno, kiedy absolutnie fenomenalny wolej Zinedine Zidane’a dał Królewskim zwycięstwo nad Bayerem Leverkusen. Entuzjazm wtedy był we mnie, młodym komentatorze, podwójny. Raz z racji tego, ze od dziecka kibicuje drużynie z Estadio Santiago Bernabeu. Dwa, ponieważ kilka dni później ruszałem z reprezentacja Jerzego Engela na mistrzostwa świata do Korei i Japonii. To było wydarzenie niebywale. Po 16 latach przerwy jechaliśmy na Mundial. Mistrzostwa biało – czerwoni przegrali, a Real czekał długie lata by zagrać w finale. Zmieniali się zawodnicy, przychodzili i odchodzili kolejni trenerzy z Portugalczykiem Jose Mourinho na czele a trofea zdobywali inni. W końcu teraz, w sezonie 2013/14 Real wraca na salony. Przed nimi decydująca rozgrywka. Gwarancji zwycięstwa nie ma jednak Real żadnej, bo po drugiej stronie stanie rywal naprawdę godny. Atletico Madryt – mistrz Hiszpanii. Statystyka bezpośrednich meczów ostatnich lat jest dla Atletico miażdżąca, ale w przypadku tego jednego meczu na Estadio da Luz nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Z jednej strony BBC – Bale, Benzema i król strzelców Ligi Mistrzów i ligi hiszpańskiej Cristiano Ronaldo, z drugiej prawdopodobnie jednak (a przecież jeszcze kilkadziesiąt godzin temu to wydawało się wykluczone) wyleczony łożyskiem klaczy u czarodziejki w Belgradzie Diego Costa, Arda czy Adrian. Dwaj wybitni bramkarze Casillas i Courtois, dwaj szefowie obrony Ramos i Godin i dwaj wodzowie na ławce. W Realu zaprawiony w bojach finałowych, pragmatyczny, spokojny i analityczny  Włoch Carlo Ancelotti. Troskliwy tata, przyjaciel  – tak go postrzegają piłkarze, W Atletico demoniczny, ekstrawertyczny,  zawsze ubrany na czarno, niczym diaboliczna postać z filmów Romana Polańskiego, Argentyńczyk Diego Simeone. Człowiek, który swoich piłkarzy zaraza energia, entuzjazmem i wiarą w sukces.

Dlaczego zamieszkałem w Cascais? Po pierwsze uwielbiam ten kurort. Spędziłem tam mnóstwo czasu podczas EURO 2004. Po drugie szykują się godziny gawędzenia z Darkiem Szpakowskim i Włodkiem Szaranowiczem, którzy również wybrali to miejsce na pobyt. Po trzecie nie może nas ominąć kolacja w restauracji Andrzeja Juskowiaka, który się również już zameldował w Portugalii. Po czwarte, to co dzieje się z cenami hoteli w Lizbonie, to szaleństwo. Recesji i problemów gospodarczych, także w segmencie hotelarstwa i turystyki w ten weekend w stolicy Portugalii nie będzie widać. Za trzy doby trzeba zapłacić między 6 a 10 tysięcy złotych. W poniedziałek wszystko wróci do normy, ale skoro finaliści przyjeżdżają do Lizbony to ceny za noclegi są wywindowane do granic absurdu i z tej opcji gospodarze decydującej rozgrywki postanowili skorzystać.

Mecz będzie szczególny dla kilku piłkarzy – Portugalczyków. W Realu to Ronaldo, Pepe i Coentrao, w Atletico Tiago. Kibicował będę w sobotę Realowi, ale jeśli wygra Atletico tragedii tez nie będzie. Przez osoby Romka Koseckiego, Wojtka Kowalczyka, Janka Urbana, Jacka Ziobera , Ryska Stanka czy Mirka Trzeciaka od lat, zawsze po Realu moja sympatia skierowana była w stronę Atletico, Betisu Sevilla i Osasuny Pampeluna. Obsesja decimy jeszcze mnie nie dopadła. Pragnę tylko wielkiego meczu. Niech wygra lepszy.