Gentlemani na Titanicu woleli utonąć

Gentlemani na Titanicu woleli utonąć

15 kwietnia mija 102. rocznica katastrofy Titanica. Ten olbrzymi transatlantyk miał być synonimem luksusu, prestiżu i nowoczesności. Niestety stał się synonimem wielkiej tragedii i groźnego w skutkach braku wyobraźni. O Titanicu można mówić w przeróżnych kontekstach. Jednym z nich jest honorowe zachowanie mężczyzn podróżujących pierwszą klasą. W zdecydowanej większości trzymali się z dala od szalup poświęcając się dla kobiet i dzieci.

Muszka i Krawat

Łukasz Kielban

Historyk specjalizujący się w życiu codziennym polskich elit z dwudziestolecia międzywojennego, a szczególnie ówczesnych dżentelmenów. Autor licznych artykułów naukowych i popularnonaukowych, wykładowca, bloger. Przekonany, że erudycja i dobre wychowanie zdecydowanie ułatwiają kontakty międzyludzkie.”

Czas Gentlemanów

15 kwietnia mija 102. rocznica katastrofy Titanica. Ten olbrzymi transatlantyk miał być synonimem luksusu, prestiżu i nowoczesności. Niestety stał się synonimem wielkiej tragedii i groźnego w skutkach braku wyobraźni. O Titanicu można mówić w przeróżnych kontekstach. Jednym z nich jest honorowe zachowanie mężczyzn podróżujących pierwszą klasą. W zdecydowanej większości trzymali się z dala od szalup poświęcając się dla kobiet i dzieci.

RMS Titanic był ogromny, technologicznie bardzo zaawansowany i oczywiście wspaniale wyposażony. Na pokładzie znajdowały się nie tylko piękne sale bankietowe, restauracje i pokłady spacerowe. Była tam też między innymi sala kinowa, gimnastyczna i ekskluzywna palarnia. O wygodę pasażerów dbało niemal 900 członków załogi. Było to rzecz jasna przyczyną bajońsko wysokich cen za podróż pierwszą klasą, ale jednocześnie zachęciło do udziału w dziewiczym rejsie wiele znanych osobistości ówczesnego świata.

Kiedy statek wpadł na górę lodową i zaczął tonąć z dala od brzegu i jakiejkolwiek pomocy, charaktery podróżujących gentlemanów zostały wystawione na poważną próbę. Zasady wymagały bowiem od honorowych mężczyzn zachowania spokoju i zadbania w pierwszej kolejności o bezpieczeństwo słabszych, czyli kobiet i dzieci. Niestety szybko okazało się, że zabraknie dla wszystkich pasażerów szalup ratunkowych, więc powyższa zasada, z ustąpienia pierwszeństwa, zmieniła się w wybór między życiem lub śmiercią.

Lata po katastrofie, pisarz Walter Lord przeprowadził serię wywiadów z wieloma uczestnikami tamtej tragedii. Dzięki niemu wiemy obecnie, że wspomniani gentlemani w zdecydowanej większości wybrali śmierć. Chociaż z udawanym spokojem, ale starali się pocieszać swoje żony i dzieci, że to nic takiego, że oni wsiądą do kolejnej łodzi. Stawali przy balustradzie tonącego statku i machali na pożegnanie swoim rodzinom w szalupach. Niektórzy nawet wracali do kajut, zakładali swoje wieczorowe stroje i czekali na śmierć w luksusowych pomieszczeniach gigantycznego parowca. Tak zrobił między innymi przemysłowiec Benjamin Guggenheim, oświadczając: „Ubraliśmy się jak najlepiej i jesteśmy przygotowani by pójść na dno jak gentlemani”.

Ostatecznie okazało się, że katastrofę przeżyła zaledwie mała reprezentacja mężczyzn. Zginęło około 80% pasażerów płci męskiej (w porównaniu z niemal 75% kobiet, które ocalały). Ci, którym się udało, nie mieli jednak powodów do radości. Oprócz ciążącego na nich poczucia winy za zajęcie komuś miejsca, byli do końca swych dni oskarżani przez otoczenie o tchórzostwo i brak honoru. To spotkało na przykład Josepha Ismay’a, ówczesnego dyrektora linii żeglugowej White Star Line, do której należał Titanic. Zasada „kobiety i dzieci przodem” miała jak widać swoje poważne konsekwencje.

First-Class Salon on the , 1912

Promenade Deck of the Titanic

Main Dining Room of the Titanic