Niuanse etykiety, czyli polscy oficerowie w Wielkiej Brytanii

Niuanse etykiety, czyli polscy oficerowie w Wielkiej Brytanii

Polscy oficerowie słynęli w międzywojniu z dobrych manier. Zgodnie z …

Polscy oficerowie słynęli w międzywojniu z dobrych manier. Zgodnie z założeniami odrodzonej armii mieli stanowić elitę narodu i wyróżniać się pod każdym względem. Musieli więc być perfekcyjnymi dżentelmenami. W ówczesnej Polsce natomiast za wzór mężczyzn z klasą brano Brytyjczyków – eleganckich, dobrze wychowanych i honorowych. Niebawem zawierucha II wojny światowej sprawiła, że nasi oficerowie trafili do Wielkiej Brytanii. Można więc było zakładać, że elity obu narodów idealnie się zrozumieją. Jednak na Polaków czekało bolesne zaskoczenie.

Początki były nad wyraz obiecujące. Oficerów ze wschodu przyjęto z wielkim zainteresowaniem. Szybko trafili na salony, zapraszano ich na obiady i bankiety, przyjmowano na herbatkach. Zaczęły się flirty i romanse. W ramach solidarności niektóre „lady” brały w symboliczną opiekę wybrane dywizjony lotnicze. Odwiedzały „swoich” pilotów, dodawały otuchy i wręczały im talizmany: własne jedwabne szale i pończochy. Byli szczęśliwcy, którzy nagromadzili po kilkanaście takich amuletów.

Polacy jednak nie zorientowali się, że nie jest to czysta sympatia. Byli nowością w tych burzliwych czasach, a elity nie lubią się nudzić. Od Brytyjczyków różnili się co prawda otwartością, szczerością i romantycznym podejściem do kobiet, ale to nie czyniło z nich „poważnych graczy” w tym teatrze. Kiedy emocje opadły, zmalała liczba zaproszeń na herbatki i bankiety. Z czasem okazało się, że sympatyczni Anglicy wcale nie traktują ratowania Polski jako priorytetu. Złudzenia rozwiała polityka współpracy ze Stalinem.

Polska prostolinijność sprawiała problemy w odróżnieniu wyrafinowanej grzeczności Brytyjczyków od prawdziwej sympatii. Działo się to zarówno w sferze polityki, gdzie urzędnicy byli niezmiennie uprzejmi, niezależnie od planów rządu, jak i w sferze towarzyskiej, gdzie zaproszenia były coraz częściej tylko miłym zwrotem. To ostatnie nasiliło się jeszcze bardziej, gdy na Wyspy przybyli Amerykańscy żołnierze. Dla tamtejszych elit był to kolejny powiew nowości. Angielskie damy znalazły sobie nowy obiekt westchnień.

Polscy oficerowie jednak nie przybyli do Wielkiej Brytanii by flirtować. Walczyli najlepiej jak umieli i robili wszystko by wesprzeć sprawę własnego kraju. Choć towarzysko oba narody nie zawsze potrafiły się zrozumieć, do stereotypu romantycznego Polaka, na stałe przylgnęło określenie „waleczny”.