XIX-wieczni kawalerowie – wzór dla dzisiejszych singli?

XIX-wieczni kawalerowie – wzór dla dzisiejszych singli?

Zdaje się, że od kilku lat panuje moda na bycie jak najdłużej singlem. Młodzi mężczyźni i kobiety przekonują, że muszą skorzystać z życia zanim się zwiążą z kimś na stałe i założą własną rodzinę.

Muszka i Krawat

Łukasz Kielban

Historyk specjalizujący się w życiu codziennym polskich elit z dwudziestolecia międzywojennego, a szczególnie ówczesnych dżentelmenów. Autor licznych artykułów naukowych i popularnonaukowych, wykładowca, bloger. Przekonany, że erudycja i dobre wychowanie zdecydowanie ułatwiają kontakty międzyludzkie.”

Czas Gentlemanów

Zdaje się, że od kilku lat panuje moda na bycie jak najdłużej singlem. Młodzi mężczyźni i kobiety przekonują, że muszą skorzystać z życia zanim się zwiążą z kimś na stałe i założą własną rodzinę. Zdarza się, że patrzymy na takie postępowanie dość krytycznie, ale historia pokazuje, że moda na bycie singlem to nie nowość. W II połowie XIX wieku wielu mężczyzn uważało, że bycie kawalerem służy rozwojowi mężczyzny zdecydowanie lepiej niż wchodzenie w poważne relacje z kobietą swojego życia.

Wszystko zaczęło się właśnie od silnych więzów rodzinnych. W wiktoriańskiej Anglii zapanował kult domatorstwa. Dom był „twierdzą”, mężczyzna głową rodziny, a kobieta domowym aniołem. Dzieci  natomiast stanowiły świadectwo pracy rodziców. Z czasem jednak młodzi mężczyźni zaczęli coraz odważniej głosić, że domatorstwo usypia prawdziwe męstwo, że mężczyzna w swoim ciepłym domu, zanurzony w wygodnym fotelu, popijając pyszną herbatę nie ma okazji do okazania swojej niezależności i odwagi, a to przecież były stereotypowo męskie cechy. Dodatkowo krytykowano wychowywanie chłopców w żeńskim świecie. Przez większość czasu dom był bowiem zarządzany przez matkę.

W odpowiedzi na te zarzuty coraz częściej wysyłano synów do szkół dla chłopców, popularność zyskały kluby dla gentlemanów, a męskie mini społeczności na stałe wpisały się w krajobraz brytyjskich miast. Z pomocą przyszła także kultura. W księgarniach pojawiało się coraz więc książek o przygodach chłopców i mężczyzn. Akcja tych powieści działa się zarówno w dobrze znanej Wielkiej Brytanii, jak i zupełnie egzotycznych miejscach. To w tym okresie sławę zyskali Rudyard Kipling, Joseph Conrad oraz Arthur Conan Doyle.

Młodzi mężczyźni pragnęli udowodnić sobie i otoczeniu swoje męstwo, a potencjalne małżeństwo stało temu na przeszkodzie. Odraczali więc decyzję o ożenku, a nawet głosili, że bycie kawalerem ma ogromne plusy. Porównywali się też do średniowiecznych rycerzy, którzy składali śluby czystości, by lepiej służyć dobrej sprawie.

Nie da się ukryć, że duży wpływ na taki rozwój zdarzeń miała sytuacja polityczna Imperium Brytyjskiego. W koloniach potrzeba było wielu urzędników, żołnierzy, marynarzy i misjonarzy. Zdecydowanie mniej było tam pracy dla kobiet, więc szybko powstały swoiste męskie enklawy w różnych zakątkach świata. Młodzi mężczyźni mogli się wykazać jako podróżnicy, wojownicy, odkrywcy… To była wówczas kwintesencja prawdziwej męskości, choć ostro ją krytykowali zwolennicy domowej stabilizacji. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że dla ówczesnych nastał „kryzys męskości”.

Wzorce z II połowy XIX wieku na stałe wpisały się w nasze wyobrażenie o prawdziwych mężczyznach. Ważną rolę odegrały w tym powieści, które zostały uznane za klasykę literatury. Jednak model męskości ewoluował dalej. Choć długo głoszono, że mężczyźni muszą się wykazać w życiu odwagą i walecznością, po II wojnie światowej przyszedł kryzys i tego modelu. Z jednej strony społeczeństwa europejskie zniechęciły się do wojen, a z drugiej ekonomia wymusiła popyt na mężczyzn ustabilizowanych i chętnie poświęcających się pracy.

Co ciekawe, obecnie moda na bycie kawalerem wróciła, ale ma już zupełnie inne podłoże.